Kosmiczne baśnie dla dorosłych

Z twórczością Clivea Staplesa Lewisa zetknąłem się po raz pierwszy dość dawno, bo jeszcze w podstawówce. To musiał być rok 2005. Skąd ta pewność? Ano stąd, że w styczniu 2006 do kin w Polsce wszedł film na podstawie książki, po lekturze której (wymuszonej przez program mojej ukochanej placówki oświatowej) byłem właśnie na świeżo. Nie trudno domyślić się braku oryginalności w tym spotkaniu, wszak dzieło będące przedmiotem tego wstępu to nic innego jak pierwszy tom „Opowieści z Narni”, czyli najszerzej znanego cyklu tegoż autora.
Niestety „Lew, Czarownica i stara szafa” w żadnej mierze nie przypadł mi do gustu. Książka była taka sobie, niezbyt wciągająca i dość infantylna (przynajmniej wtedy tak myślałem… niema to jak pisać o infantylizmie postrzeganym przez jedenastolatka). Może wpływ na taki jej odbiór miał mój ówczesny stosunek do szkolnych lektur jako takich. Każą czytać same bzdety, podczas gdy dopiero poza szkolnym kanonem znajdowałem wreszcie jakieś ciekawsze pozycje. A potem się dziwą, że młodzież nie lubi czytać. Banda idiotów.
Ekranizacja pierwszej części tej słynnej serii też nie zasłużyła sobie na moje uznanie. Była dość sprawnie zrealizowana, a mimo to wydawała się taka blada i nijaka. To z kolei mogło być spowodowane wciąż żywymi wspomnieniami kinowej wersji „Władcy Pierścieni”.
Jednak nie o Narni miała być ta notka. Trzeba wszakże zaznaczyć, że po przygodach z nią miałem dość sceptyczny stosunek do twórczości C. S. Lewisa. Do tego jeszcze dochodziło moje postrzeganie tego pisarza jako twórcę wyłącznie literatury fantasy, które było raczej mało kompatybilne z trwającym od gimnazjum zwrotem moich upodobań w kierunku fantastyki naukowej. Łatwo sobie wyobrazić moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się, iż ów Brytyjczyk popełnił również trylogię science-fiction. A że wtedy akurat wypadała w empiku promocja typu „fantastyka 3 za 2” się skusiłem i kupiłem.
„Trylogia Kosmiczna” wydana przez Media Rodzina to, jak wskazuje nazwa, trzy w jednym. Trzy powieści w jednym tomiszczu osiągającym objętość niemal 800 stron. Nawet pomimo miękkiej okładki książka prezentuje się całkiem nieźle i w dobrym stanie przetrwała przeczytanie.
Dwie rozpoczynające części dość znacząco różnią się od trzeciej, po pierwsze osobą głównego bohatera, po drugie szeroko pojętym nastrojem. Całość zaczyna „Z Milczącej Planety”, w której Doktor filologii imieniem Ransom zostaje porwany i przetransportowany na Marsa. Porwanie tego nie dokonują, jak można by się spodziewać, małe, zielone ufoludki, ale ludzie. W trakcie pobytu na czerwonej planecie nasz bohater odkrywa, że organiczne stworzenia mieszkające poza Ziemią bynajmniej nie są złe i wrogie, tak jak to opisuje chociażby Wells. Przeciwnie, przy nich większość ludzi wygląda jak ociężali umysłowo, rządni krwi barbarzyńcy.
Pierwsza część trylogii jest swego rodzaju polemiką ze sztampowym sposobem ujmowania tematyki podróży między planetarnych. Sztampowym zarówno w latach współczesnych autorowi, jak i nam. Najwyraźniej nie wyzbyliśmy się do końca ortodoksyjnego antropocentryzmu i o wiele łatwiej jest nam widzieć we wszystkich pozaziemskie formach życia jakiś rodzaj zagrożenia. A może to tylko dla tego, że człowiek z natury boi się nieznanego? W każdym razie „Z Milczącej Planety” stanowi niezłą przeciwwagę dla typowych space oper. Szczególnie polecić ją można tym, którym podobał się przedostatni utwór z „Brave New World” Maidenów (a teraz czytelnik grzecznie sprawdzi dla czego :P).
„Perelandra”, czyli druga część „Trylogii Kosmicznej” jeszcze wyraźniej zaznacza dwa istotne już w poprzedniczce pierwiastki. Zdecydowanie większa jest tu przewaga tego co można by nazwać fantasy nad „sciencefictionowatością”. Poza tym, że akcja dzieje się na innej planecie, co w pewien sposób zaznacza już tytuł będący imieniem Wenus (poprzednio Dr. Ransom nauczył się Starego Solarnego, języka pozaziemskich stworzeń, więc „prawdziwe” nazwy planet padają dość często), niewiele jest tu fikcji naukowej. Jest to poniekąd konsekwencją zintensyfikowania drugiego aspektu, a mianowicie rozważań, powiedzmy, około teologicznych. „Perelandra” ogniskuje je w postaci dojmująco przedstawianej tęsknoty za utraconym rajem (skojarzenia z Miltonem jak najbardziej na miejscu). Ransom wkracza na Wenus właśnie wtedy, gdy rozpoczyna się proces kuszenia tamtejszej Ewy i ma okazje rozkoszować się światem pozbawionym zła, cierpień i… w zasadzie innych humanoidów. Czyżby to właśnie ludzie byli źródłem całego tego syfu na Ziemi? Wszakże faktycznie w Biblijnym Raju były tylko dwie osoby ludzkie i dopiero kiedy zaczęło pojawiać się ich więcej coś się porobiło. To tylko taka moja prywatna uwaga, w powieści jest to poprowadzone nieco inaczej.
Środkowa powieść z trylogii zawiera zdecydowanie najwięcej zbyt rozwlekłych opisów, które mają najpewniej za zadanie wzbudzić w odbiorcy żal za tym, co moglibyśmy mieć, gdybyśmy nie dali się zwieść na pokuszenie. Są one jednak zagmatwane i zwyczajnie za długie. Można to oczywiście tłumaczyć tym, że były pisane podczas II Wojny Światowej i służyły autorowi za swoisty azyl, miejsce, gdzie uciekał od okrucieństwa tamtych dni. Niemniej jest to jeden z minusów tego utworu. Na plus za to można zaliczyć dialogi między Ransomem, którego widzimy tu jako obrońcę cnoty, a Westonem (znanym z poprzedniej części) pełniącym rolę węża. Są napisane sprawnie i z polotem. Mimo to „Perelandrę” czytało mi się najwolniej i najmniej ciekawie z całości.
Wreszcie dochodzimy do wisienki na torcie, tak różnej od poprzedniczek. O ile „Z Milczącej Planety” i „Perelandre” mogliśmy poniekąd podciągnąć pod wizje utopijne, tak „Ta Straszna Siła” ciąży wyraźnie ku antyutopii. Dr. Ransom nadal jest ważną postacią, ale już nie głównym bohaterem. Tym razem narracja podzielona jest głównie między państwa Studdocków. Akcja toczy się w dużej mierze w środowisku akademicko-naukowym i opowiada o próbie przejęcia władzy nad światem przez złych naukowców. Jednak prawdziwa „straszna siła” stoi ponad nimi, kierując ich poczynaniami.
Finał „Trylogii Kosmicznej” stanowi najciekawszą jej część i polecić go można z bardzo wielu powodów. Nie mamy tu na przykład do czynienia, jak w większości antyutopii/dystopii, z już ukonstytuowanym aparatem władzy, lecz jest on tworzony na naszych oczach. Zarówno wątki nadnaturalne, jak i sci-fi wprowadzane są bardzo umiejętnie, z dużym wyczuciem. Tempo jest dobrze wywarzone, nie doświadcza się dłużyzn (może dla tego, że rozwój wypadków odbywa się na Ziemi). Garnitur postaci jest świetnie skrojony i chociaż ciężko czasem połapać się w bohaterach tła, to ci na pierwszym planie robią wrażenie.
Więcej już nie będę pisał o „Tej Strasznej Sile”, bo naprawdę trzeba zapoznać się z nią osobiście, nawet wtedy, gdy nie miało się kontaktu z poprzednimi częściami. Po nie również warto sięgnąć, chociażby po to, by wyrobić sobie lepsze osadzenie w realiach.
Tak trochę na marginesie, ciekawe jest dość luźne podejście do kwestii religijnych. Lewis ogłaszał się ponoć ortodoksyjnym Anglikaninem, ale w tej trylogii nie przedstawia ściśle dogmatycznych wykładni, a jedynie ogólną wiarę w to, że są siły stojące ponad ludźmi, a każdy człowiek winien żyć zgodnie z szeroko pojętą moralnością. Oczywiście wyraża też optymistyczny pogląd, iż siła dobra jest potężniejsza niż siła zła (zarówno pod kątem moralnym, jak i „eschatologicznym”).
Całą „Trylogię Kosmiczną” mogę chyba polecić wszystkim tym, którzy szukają książki będącej czymś więcej, niż banalnym czytadłem, ale jednocześnie nie chcą się zbyt męczyć z brnięciem przez skomplikowane wywody.

Published in: on Sierpień 22, 2013 at 10:37 am  Dodaj komentarz  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://cobytujeszcze.wordpress.com/2013/08/22/kosmiczne-basni-dla-doroslych/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: