Po brytyjsku o umiłowaniu mądrości

W czasie II Wojny Światowej ogromne rzesze ludzkości robiły co mogły, by zostawić jak najdalej za sobą bitewny zgiełk. Większości wystarczyło już samo to, że znaleźli się poza obszarem działań zbrojnych, jednak niektórzy potrzebowali ucieczki także w innym wymiarze. Jak dla mnie, przykładem tego drugiego typu, jest właśnie Bertrand Russell. Brytyjski filozof, matematyk, społecznik, jednym słowem myśliciel. Na początku lat czterdziestych ubiegłego wieku napisał bestselerowe dzieło pod tytułem „Dzieje zachodniej filozofii”, z którym miałem okazje się niedawno zapoznać.
Russell miał raczej mało szczęśliwą biografię. Gdy był jeszcze dzieckiem zmarło mu oboje rodziców, a wychowaniem zajęła się babcia-dewotka. W małżeństwie też nie miał szczęścia; zaliczył trzy rozwody. Poza tym przeżył dwie wojny światowe i siedział w więzieniu za działalność antywojenną. To wszystko musiało wpłynąć na jego życiową postawę; był zdeklarowanym agnostykiem i pacyfistą. Na osłodę otrzymał w 1950 Nagrodę Nobla.
A, czym właściwie są „Dzieje zachodniej filozofii” Jego autorstwa? Najlepiej oddaje to chyba oryginalny tytuł, czyli „History of Western Philosophy and its Connection with Political and Social Circumstances from Earliest Times to the Present Day”, bo właśnie ich tematem jest związek europejskiej i amerykańskiej filozofii z uwarunkowaniami społeczno-politycznymi. Tematyka bliskowschodnia jest również poruszana, ale w bardzo wąskim zakresie służącym zarysowaniu tła.
Aletheia wydała to prawie tysiącstronicowe tomiszcze w taki sobie sposób. Wolumin ma miękką okładkę i jest klejony, a nie szyty. Niby nie ma tragedii, ale już po jednym przeczytaniu grzbiet zaczął trochę pękać.
Jednak najważniejsza jest zawartość. Książka przeprowadza czytelnika od powstania cywilizacji greckiej do połowy dwudziestego wieku, a mówiąc inaczej od Talesa do (niema to jak skromność) samego Russella i jego zastosowania analizy logicznej.
Autor poświęca wiele miejsca opisowi zaszłości historycznych, które według niego wpływały na myślicieli poszczególnych epok. Dzięki temu otrzymujemy w miarę kompleksowy zarys ewolucji myśli filozoficznej. Zarys, gdyż go tylko można uzyskać przedstawiając tak skomplikowany wycinek płaszczyzny czasu, obejmujący przeszło dwa i pół tysiąca lat, w jednym tomie. Takie ujęcie tematu sprawia, że jest to świetny quasi-podręcznik dla laików w tej dziedzinie. Opanowanie historii na poziomie szkoły średniej i jakie-takie zacięcie humanistyczne powinny wystarczyć do przyjemnego korzystania z tej książki. Co prawda niekiedy zostajemy zasypani zdającymi się niewiele wnosić szczegółami (zwłaszcza przy okazji zmagań papiestwa z cesarstwem, gdzie pada wiele nazwisk ważnych dla tego konfliktu, ale bynajmniej nie dla jego płaszczyzny intelektualno-doktrynalnej), lecz jak na taką objętość całego tekstu, jest to relatywnie niewiele.
Filozofowie oddziaływali również na historię, co nie umyka uwadze Russella. Wpływ ten nie jest jednak tak oczywisty i ma w swej istocie subtelniejszą naturę. Myśliciele (jak sama nazwa wskazuje) rzadko kiedy działali osobiście i wprost. Głównym narzędziem ich wpływu na koleje dziejów są idee (niech platonicy nie zawłaszczają sobie tego terminu :P). Omówiony przeto zostaje wpływ Platona i Arystotelesa na filozofię Kościoła (przekładającą się na reformacje, kontrreformację i ich oboczności), a dalej można wymienić choćby wpływ Rousseau i Utylitarystów na politykę czasów nowożytnych. Aluzje odnośnie Hitlera przy okazji omawiania Nietzschego są niestety dość skromne.
Ze względu na przyjęte założenia, dzieło przedstawia w większości znane postacie, acz natkniemy się również na mniej znane (przynajmniej jak dla mnie) nazwiska pokroju Parmenidesa, Empedoklesa, a z nowszych Jamesa i Deweya.
Jak każdemu dziełu przekrojowemu, „Dziejom…” zarzucić można momentami zbyt małą dokładność. Jest to zrozumiałe. Jeżeli ktoś będzie chciał się zapoznać dokładniej z doktryną którejś z zarysowywanych person zawsze może sięgnąć po szczegółowsze opracowanie jej tylko poświęcone, nie mówiąc już o zagłębieniu się w oryginalne prace. Jednak w połączeniu z tym, że autor konsekwentnie wytyka wszelkie błędy przedstawianych filozofów i momentami stawia ich w jadowicie szyderczym świetle, co raczej zniechęca do zapoznawania się z ich dziełami, może stanowić to problem. Po co sięgać do dokonań idioty? Mija się to trochę z moją wizją tej lektury, gdyż sądziłem, że będzie zachęcała do zagłębiania się w dokonania innych myślicieli, podczas gdy jest raczej odwrotnie. Jednak wiele zależy tu od czytelnika. Odpowiednią postawą wydaje się tu przyjęć, iż najlepiej będzie skonfrontować zarzuty Russella z własnym zdaniem, wyrobionym w oparciu o pisma omawianej osoby. Koniec końców, jak można ustosunkować się do wiele znaczących dla kultury osobistości, kiedy na ich temat przeczytamy tylko średnio 10 stron na każdą?
Mimo wszystko „Dzieje zachodniej filozofii” to dobre kompendium dla tych, którzy dopiero zaczynają się zagłębiać w meandry filozofii i chcą uzyskać na początek ogólny ogląd zagadnienia.

Published in: on Lipiec 28, 2013 at 5:30 pm  Dodaj komentarz  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://cobytujeszcze.wordpress.com/2013/07/28/po-brytyjsku-o-umilowaniu-madrosci/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: