W czym zawinił Ikar?

„Zbrodnia i Kara” była zapowiadana jako najlepsza lektura z pozytywizmu. Twierdzili tak wszyscy: koledzy, nauczyciele i wiele innych osób. Stety, niestety, okazało się inaczej.

Pozytywizm jako epoka nie przypadł mi do gustu. Literacko nie dostajemy nic ciekawego. Nowele maja tę zaletę, że są krótkie, ale cóż z tego, jeżeli nie potrafią wciągnąć, a treści przez nie przekazywane może i są dobre, ale… dla czterdziestolatków pokroju Wokulskiego. Większość powieści tamtego czasu znam raczej w zarysie, niemniej dalekie są one od zainteresowania mnie. Przez „Lalkę” nie przebrnąłem (akurat w tym przypadku broni jeszcze nie składam), „Nad Niemnem” zrobiło na mnie negatywne wrażenie pomimo całkiem niezłej fabuły (to co udało mi się wynieść ze streszczenia świadczy dość dobrze o tym aspekcie). Wina leży tu w narracji. Maniera literacka Orzeszkowej nie trafia w mój gust. Przychylam się również do ogólnego hejta na długie opisy przyrody.

Najlepsze co odnalazłem w powieściopisarstwie końca dziewiętnastego stulecia to „Potop”. Zapewne spora w tym zasługa stylizacji na realia historyczne. Oczywiście całość można było napisać zwięźlej, lecz w porównaniu z innymi, swoimi rówieśnikami wypada to dość przyzwoicie.

Czym innym jest liryka tamtego okresu, znana mi niestety tylko z dokonań Asnyka, jednak tym zajmę się kiedy indziej.

Kończąc ten przydługi wstęp i przechodząc do sedna odnieść się mogę do oczekiwań jakie zostały we mnie zbudowane. Po powieści Dostojewskiego spodziewałem się przeszywających na wskroś opisów psychologicznych i obfitującego w niuanse gabinetu osobowości.

A co dostałem?

Cóż… pozycję przeciętną pod względem głębi, a przy tym nie porywającą warsztatowo. Może to wina autora, a może tłumacza (Podgórzec), ale czyta się to tragicznie. Nie zamierzam tu pisać o „Panu Tadeuszu”, którego samo czytanie sprawiło mi całkiem sporą frajdę (to przecież inny rodzaj literacki), lecz nawet takie gnioty jak „W pustyni i w puszczy”, czy „Ania z Zielonego Wzgórza” były przyjemniejsze w odbiorze. Takim zabiegiem można było chcieć skłonić czytelnika do wnikliwszego zapoznania się z treścią tego „dzieła”. Tylko z czym się tu zapoznawać? (spojlery w dalszej części są nagminne)

Jakiś idiota (obstawiam, że tytuł „Idiota” powieści tegoż samego autora, ma głębszy sens autobiograficzny) to jest Raskolnikow, będący głównym protagonistą, postanawia zabić starszą panią parającą się lichwą. Motywy tego czynu nie są w pełni jasne. Podobno Dostojewski, poprzez usunięcie wszechwiedzącego narratora, chciał wymusić na czytelniku jak najintensywniejszą refleksję nad czynem bohatera. Odbiorca sam powinien zanalizować wszelkie, uprawdopodobnione rozważaniami postaci i dialogami między nimi, motywy zbrodni  i zastanowić się nad ich sensownością dla głównego bohatera. Jednak w efekcie nie mamy o co się oprzeć. Mój Raskolnikow może być zupełnie kim innym, niż Raskolnikow powstały w wyobraźni innego czytającego. I w tym ma tkwić siła tej powieści? To ma być doskonałość powieści polifonicznej?

Koniec końców sprowadzić to można do stwierdzenia, że „wszystko jest względne”. Taki też relatywizm jest przez tę książkę promowany. Cała ta teoria głównego bohatera, zaczerpnięta po części z Nietzschego (fragmentarycznie rzecz jasna; tak samo czynił np.: A. Hitler, a jego jakoś nam w szkołach nie każą czytać) jest, mówiąc metaforycznie, tak samo do „nietzschego”. Ludzie będący w większości nic nie znaczącą masą? Dobra, na to, to i ja wpadłem, jednak co daje komukolwiek prawo do decydowania o tym, że to on jest jednostką wybitną, motorem napędowym świata? On sam? Obiektywne jak cholera… ale od czego mamy tu relatywizm? Każdy sam decyduje o swoim nadczłowieczeństwie i o normach jakie go ograniczają. W pewnych ramach jest to słuszne. Jeśli jednak i te ramy wyznaczy sobie sam…? Paranoja!

A co jeśli przyjąć, że Rodion dokonał napadu, na tle rabunkowym, a poprzez niedoskonałości w jego przebiegu, autor chciał pokazać, że niema zbrodni doskonałej i jednocześnie, że istnieje sumienie? W tym wypadku główny bohater wychodzi znowu na ćwierć inteligenta. Ze słuchu rozpoznał gdzie lichwiarka chowa pieniądze? Jasne… Do tego plan od początku mu się sypał. Spóźnił się i w związku z tym znacząco wzrosły szanse na obecność Lizawiety w mieszkaniu. I w ten sposób uzyskał dwa trupy, nie jednego. Oj, naszemu bohaterowi daleko do tuzów świata przestępczego.

Reszta postaci to w większości miałkie tło. Co z tego, że sporo o nich się dowiadujemy, jeżeli są one nijakie i nie wzbudzają jakichkolwiek uczuć. Czasem można się skrzywić nad postępowaniem co poniektórych i to w zasadzie tyle. Otrzymujemy mniej więcej to, czym raczą nas komercyjne stacje telewizyjne. Wybijają się Razumichin i Porfiry, przy czym ten drugi jest zarysowana raczej w złym świetle (zły pan policjant, który śmie dedukować o winie naszego wybitnego nadczłowieka. Jak on tak może?).

Przychylić się mogę do podejrzeń, jakoby książka ta propagowała treści socjalistyczne w jak najgorszym tego słowa znaczeniu (Piłsudski też był socjalistą, a on mnie bynajmniej nie mierzi). „Zbrodnia i Kara” jest lewacka (nie lewicowa w ówczesnym znaczeniu liberalno-postępowym, lecz właśnie lewacka) nawet jak na dzisiejsze standardy. Prawdopodobnie dla tego cieszy się tak przychylnymi opiniami i szeroką reklamą.

Sama kara realizowana jest wielowymiarowo i można się jej dopatrywać w wielu rzeczach, które spotykają zabójcę po, a nawet przed popełnieniem zbrodni. Jednakowoż jej wymiar wydaje się być cokolwiek niski i pozostawiający niedosyt. Z pewnością wiele zależy tu od rozumienia pokuty, które u prawosławnych jest inne, niż u wiernych wyznania rzymskokatolickiego. Słabo do mnie jednak przemawia koncepcja jakoby pokuta mogła stworzyć nowego człowieka. Skłaniam się raczej ku: „wybaczamy, ale nie zapominamy”.

Podsumowując: „dzieło” to mi się nie spodobało. Po przeczytaniu w gimnazjum „Potulnej/ Łagodnej” miałem mieszane uczucia co do pisarstwa Dostojewskiego, teraz wiem, że nie jest ono specjalnie zachwycające.

Jest tyle świetnych książek na tym świecie; dlaczego w szkołach faszerują nas taką tandetą?

P.S.: (adnotacja do tytułu) Do niedawna myślałem, że ludzie myślący, iż tytułową zbrodnie popełnił Ikar występują tylko w żartach. Okazało się jednak, że byłem w błędzie. Kilka dni temu jeden z ludzi chodzących ze mną do klasy przyznał, iż był święcie o tym przekonany… Czy ja naprawdę chodzę do tak kiepskiego liceum?!?

Reklamy
Published in: on Maj 22, 2012 at 9:08 pm  Dodaj komentarz  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://cobytujeszcze.wordpress.com/2012/05/22/w-czym-zawinil-ikar/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: