Przemyślenia pokxavrasowe

 Właśnie skończyłem czytać dukajowe opowiadanko „Xavras Wyżryn” w tomiku wraz z „i innymi fikcjami narodowymi”. Ostatnio błądziłem gdzieś w rejonach rozmyślań o patriotyźmie i Ojczyźnie, a że Dukaja poznałem już z „Króla Bólu” (stosowanego w za dużych dawkach, co wykrzywiło efekt, ale dało mi nauczkę, by dzieła tego pisarza pochłaniać w subtelniejszych porcjach), postanowiłem sięgnąć po jego przemyślenia w tej materii.

 Intrygujące były już cytaty, z recenzji, na okładce. Jeden ukazujący ten utwór jako bodziec do odrzucenia patriotyzmu będącego siłą destruktywną, a samego autora jako „epigona polskiego romantyzmu” (przytaczam cytat, gdyż słowo „epigon” jest po prostu… niesamowite), podczas gdy drugi uznaje opowiadanie o Wyżrynie za niezwykły „boost” patriotyczny. Nasuwa się pytanie: jak jest na prawdę?

 Tak na prawdę, nikt nie może udzielić prawidłowej odpowiedzi na postawione pytanie. Prawda, zwłaszcza w kontekście „Xavrasa”, jawi się nad wyraz relatywnie… Każdy ma swoją. Jedni są gotowi za nią zginąć, inni z łatwością zmieniają swoją dotychczasową, na tę, która zostanie im wciśnięta. Ten utwór literacki nie daje odpowiedzi na żadne pytanie, nieważne, czy postawione przed, w trakcie, czy po lekturze. Sam postawi dodatkowe, zmusi do wymyślenia na nie odpowiedzi i zostawi nas li-tylko z marnym cieniem tejże, alibo nawet bez niego. Chyba, że to ja niczego nie rozumiem… Póki co uznajmy, że coś tam jednak zatrybiłem i pojmuję co nieco.

 Gdy przebrnąłem przez kilkanaście pierwszych stron zacząłem myśleć, że okaże się, iż Xavrasa wcale nie ma, że będzie tylko legenda, którą Smith (główny bohater – reporter) pod koniec zdemaskuje. Mit rozsypie się, udowadniając, że każda śmierć w jego imie była nic nie warta… To byłoby jednak zbyt proste. W zamian za to, czytelnik otrzymuje niezłe pranie mózgu. Walka o wolną Polskę, po przegranej z bolszewikami w 1920 (wszak mamy tu doczynienia z dość smutną historią alternatywną), wreszcie nabiera tempa. Amerykańscy dziennikarze, wpuszczani pojedyńczo w środkowo-wschodznio-europejską strefę walk, przynoszą swojej stacji krociowe zyski z reportarzy wojennych. Kolejny z nich przybywa właśnie na miejsce, a my wraz z nim poznajemy psychikę aresowego zwierzęcia. W końcu spotykamy i samego przywódce, nieuchwytnego Xavrasa.

 Akcja toczy się dosyć wartkim strumieniem. Tu bombardowanie, tam mała bitwa. Pod względem fabuły jest nieźle. Całość ma lekki, postapokaliptyczny posmak, a przy całej swojej naukowej fantastyczności nie jest przesycone hi-techowymi gadżetami (nie żeby wcale, ale jest tego mało, a w konfrontacji z dzisiejszą techniką nie razi). Rzecz nie rozchodzi się jednak o akcje, fabułę, czy setting. To nie jest fajne czytadełko.

 Całość skałania do refleksji nad patriotyzmem, wlką o wolność Ojczyzny, a w końcu i nad ideą państwowości jako takiej. Ubiera we współczesne szaty koncepcję wallenrodyzmu, podsypaną szczyptą profetyzmu, może i mesjanizmu. Mickiewiczowskie rysy ma sam przywódca rebeliantów, a jego przyjaciel kreowany jest niemal na wypisz-wymaluj Towiańskiego.

 Idea walki o wolność wszelkimi, dostępnymi środkami w zderzeniu z rozwojem broni jądrowej staje się szaleńczym obłędem. Gdy cel przesłania potencjalne ofiary cywilne, ich liczbę i ogrom innych zniszczeń, dochodzi do wielkich rzezi i bezsensownego równania niemal wszystkiego z ziemią. Czy napewno to wszystko jest takie absurdalne? Mają swój cel i chcą go osiągnąć. By zwiększyć prawdopodobieństwo zdobycia nagrody, jaką jest wolna ojczzyzna, są w stanie zrobić wszystko. Czy cel, dla którego poświęca się życie swoje i innych jest czymś złym? No niby tak, bo zabija się ludzi, a to zawsze jest złe. Co jednak by było, gdyby tego celu nie mieć? Życie bez celu przeradza się w nonsensowną egzystencje, w pochłanianie zasobów, trawienie ich i defekowanie resztkami, które zostały. A czyż cel buntowników nie jest szczytny? Wolna ojczyzna dla milionów. Czym przy tym jest poświęcenie mieszkańców kilku nawet miast? Pozbawiając ich żywota, niosą szanse na godne życie w wolności wielu przyszłych pokoleń. Lecz czy w wolności? Bardziej w idei, którą sobie umyślili. Rysowana w pewnym momęcie wizja kraju po przewrocie i odzyskaniu niepodległości nie jest taka różowa. Przecież uzyskaną suwerenność trzeba jeszcze utrzymać. A wrogiem nie będą tylko państwa ościenne. Skuteczniej zniszczyć wszystko można, będąc w środku tego. Skąd pewność, że obywatele nie rozsadzą od wewnątrz państwowego organizmu? Z takiego rozumowania łatwo można przejść przez autorytaryzm do totalitaryzmu. Ale czy nie o to chodzi? Walka idzie przecież o wolny i silny kraj. W końcu to w ojczyźnie chcemy mówić w języku za używanie którego groziła do tej pory kula w łeb. Jeśli się komuś nie podoba, droga wolna, nikt trzymać nie powinien. Wydaje się, że cała kwestja leży w proporcjach. Umiar, nie tylko tutaj, ale i w całym życiu, jest gwarancją kompromisowego, ale jednak szczęścia. Ludu nie można ciemiężyć, jednak, gdy ktoś chce żyć w kraju swoich ojców i utożsamiać się z nimi, powinien znać tego konsekwencjie. Powinien wiedzieć, że żeby uniknąć kolejnej, przymusowej, zbrojnej walki o wolność, musi wykazać się patriotyczną szermierką słowną, już od etapu budowania suwerenności i przez okres jej utrzymywania… czyli póki państwo istnieje.

 Nikt nie powinien pochwalać morderstw, zwłaszcza tych na masową skalę. Co jednak, gdy inne drogi zawiodą, a cel nadal będzie priorytetowy?… Pytrania, pytania… z nikąd odpowiedzi. Kwestie takie jak ta, o której była tu mowa, każdy powinien rozważać indywidualnie, w swojej głowie i w swoim sercu. Prawda, a może jedna z jej wersji, wyjdzie na jaw dopiero, gdy trzeba będzie się opowiedzieć po którejś ze stron. Wtedy dopiero okaże się kim jesteśmy…

 Oczywiście to, co tu napisałem nie jest inspirowane tylko „Xavrasem Wyżrynem”. To opowiadanie pobudziło to, co we mnie już było. Dla tego jest godne polecenia. Pokazuje nam samym, przynajmniej część tego, czym jesteśmy. Przynamniej w kilku kwestiach.

 Co do innych opowiadań ze zbiorku, to jeszcze nie przeczytałem. Jak przeczytam, może coś o nich napiszę.

 A tak jeszcze przy okazji: ten post nie jest oficjalną reaktywacją bloga. Właściwie jego działalność została zawieszona. Przez najbliższy czas postów, albo nie będzie, a najpewniej pojawiać się będą żadko i nieregularnie.

Pozdrawiam!

Reklamy
Published in: on Grudzień 29, 2011 at 4:54 pm  Dodaj komentarz  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://cobytujeszcze.wordpress.com/2011/12/29/przemyslenia-pokxavrasowe/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: