Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej!

 Nareszcie w domu. Człowiek wraca po dwóch tygodniach i może się przekonać (który to już raz?), że życie nie rozpieszcza. Katastrofa pociągów, strajki na koleji, podwyżka cen biletów ZTM, śmierć Leppera… No, ale przynajmniej nie jest nudno 😛

 19 dni poza domem. Kawał czasu. Przynajmniej dobrze sporzytkowany. Zaczęło się od koncertu Dream Theateru w Katowicach. Świetny występ. Brzmienie dobrze zrealizowane, może wokal momentami trochę przemielony i średnio czytelny. Efekty wizualne nie były szczególnie powalające, ale nie o nie tu chodziło. Mnie osobiście porwał zarówno set, jak i gra muzyków. Szczególnie w pamięć zapadł „Forsaken”, „Endles Sacrifice” i solo perkusyjne nowego bembniarza. Nie przemówił do mnie za to jedyny kawałek z zapowiadanej na wrzesień płyty. Tematycznie na czasie, ale… zobaczymy jeszcze jak będzie prezentowała się reszta „Dramatic Turn of Event”.

Zdziwiła mnie nieco średnia wieku widzów. Mój ojciec wpasował się tam lepiej niż ja. Troszke niecodzienne jak na rockowy koncert. Jednak pokazało to, że starsi ludzie wiedzą co dobre.

 Katowicki hotel Etap wypadł świetnie na tle tych zachodnioeuropejskich. Przestronny pokój i przede wszystkim normalna łazienka. Inna klasa, niż zachodnie „Kabiny toaletowo-sanitarne”, odlane z jednej bryły plastiku.

 Dalej był szybki rajd przez Niemcy i długi czas we Francji. Ciekawym doświadczeniem jest podróżowanie po kraju, którego język zna się na poziomie „tak, nie, dziękuje, nie mówię po francuzku”. Z lengłudżem u smakoszy ślimaków (swoją drogą całkiem niezłe) nie bywało najlepiej, więc „komunikacja migowa” jak najbardziej była w użyciu.

 Dziwnym zwyczajem jest również tamtejsza „pora karmienia”. Większość knajpek czynna jest od 11 do 14 i potem dopiero 19-22. W międzyczasie ciężko jest upolować coś ciepłego do jedzenia.

 Z atrakcji turystycznych, najbardziej godnymi polecenia wydaje się Avignon, z siedzibą papieży, oraz Albi z monstrualnym kościołem.

 Wróciliśmy przez górzystą część Niemiec, potem spędziłem jeszcze dwa dni u seniora rodu i zajechałem do stolicy.

 Wyjazd zaliczyć można do udanych. Kraj piękny, a i kuchnia wyśmienita. Francuzi zapewne jeszcze nie raz będą mieli problemy z dogadaniem się ze mną 😉

 Do końca wakacji jeszcze tylko dwa tygodnie. Niestety, nie jest to pocieszająca perspektywa :\ Trzask-prask i do szkoły; ech…

 Niemniej trzeba jak najlepiej spożytkować każdą wolną chwilę, czego i sobie i Wam życzę.

 

Published in: on Sierpień 17, 2011 at 8:35 pm  Dodaj komentarz  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://cobytujeszcze.wordpress.com/2011/08/17/wszedzie-dobrze-ale-w-domu-najlepiej/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: