Bóg z…

 „Deus ex” w wielu kręgach jest uznawany za grę kultową. Jeśli ktoś nie wie dla czego, to po prostu w nią nie grał. Nie, nie każę od razu wszystkim popadać w zachwyt nad tą produkcją. Po prostu, z wielu względów, ta gra ma szanse podobać się wielu, różnym grupom graczy.

 Okej, po jedenastu latach grafika się zestarzała. Ale jeśli ktoś miałby w nią zagrać tylko ze względu na szatę graficzną, to niech sięgnie po jakiegoś współczesnego FPS’a, albo nawet poczciwego Crysis’a (jak na nasze czasy 4 lata to wieki). Mnie kanciaste modele i nieidealna tekstura niespecjalnie ruszają. Nie przeszkadza mi to czerpać satysfakcji z rozgrywki.

 Niedogodności estetyczne szybko tracą na znaczeniu w konfrontacji z rozgrywką. Gra ma zaimplementowany całkiem niezły system rozwoju postaci. Mamy jedenaście umiejętności. Część z nich podnosi zdolności bohatera w posługiwaniu się rozmaitymi narzędziami mordu. Tu mała dygresja: fanów eFPeeSów w stylu rambo, może odrzucić to samo, na co narzekali przy grze „Alpha Protocol”. Co się dziwić, że nie możemy wcelować headshota z pistoletu, skoro nie mamy wysokiego skila w broni krótkiej?

 Pierwszy „Deus ex” pozwala, ba, wręcz zmusza do docenienia umiejętności niebojowych. Wytrychów i multitoolsów zawsze jest mało, więc skill zmniejszający ich ilość potrzebną do otwarcia zamku/ rozbrojenia alarmu wydaje się jak najbardziej na miejscu. Wiadomo, pierdółki w rodzaju pływania można olać, natomiast umiejętność grzebania przy komputerach jest przydatna na jak najwyższym poziomi wszystkim, którzy niespecjalnie przepadają za otwartą walką (czyli na przykład autorowi niniejszego tekstu 😛 ).

 Obok umiejek, w rozowoju postaci, ważną rolę grają augamentacje. Jak w każdym, porządnym cyberpunku i tu nie mogło zabraknąć wszczepów. W naszym świecie, perspektywy mechanicznych modyfikacji ciała są raczej mgliste, ale za te kilka dekad… Ciekawym roziązaniem jest to, że każdy wszczep nasz JC musi znaleźć sam. Zachęca to do szczegółowszej eksploracji lokacji. Jak dla mnie, fajny myk. A same wszczepy pozwalają na wiele. Zwięszenie siły i szybkości to tylko wierzchołek góry lodowej.

 Augi stanowią istotny element klimatu świata. Klimatu, który potrafi urzec. Nie jest optymistyczny, wzniosły, ani tym bardziej radosny. Ale od tego mamy simsy. Od początku jesteśmy wystawieni na działanie posempnej rzeczywistości. Zniszczona Statua Wolności, szalejąca na świecie zaraza i wiele innych ficzerów pozwala wczuć się w otaczającą nas beznadzieje. Do tego dalej mamy doczynienia z teoriami spiskowymi (zasadniczo szybko przestają byc tylko teoriami), które świetnie uzupełniają koncepcje universum. Wreszcie, na końcu, nasz bohater może to zmienić. Gra ma kilka zakończeń, ale poniekąd od nas samych zależy, które wybierzemy. Ostatnia misja, to nie tylko wlaka z robotami i kupą innego syfu, ale także walka z samym sobą, co wybrać… Czuć, iż każda opcja ma swoje konsekwencje, a świat jest na tyle prawdopodobną wersją naszego, że wybór nie jest taki prosty.

 Taka kilotona ciężkiego, ołowianego klimatu, pozwala spojrzeć na naszą obecną rzeczywistość, jak na wyśmienite miejsce. Po tej grze odchodzi ochota na narzekania. Za to każda kamera staje się impulsem do rozpoczęcia natychmistowej zabawy w chowanego 🙂

 Do całej gry można podejść na kilka sposobów. Podobno da się ją przejść nie zabijając nikogo. Bardzo ciężkie, ale z dużym prawdopodobieństwem mogę to niemal potwierdzić. Osobiście wybrałem opcje cichego przemykania się za plecami wroga i hakerskiego podejścia do zabezpieczeń i botów. Strat w ludziach nie uniknąłem, ale nie ciągnęły się za mną dywany zwłok. Wszczep dający niewidzialność, rozwinięta umiejętność obchodzenia się z komputerami i pare tego typu rzeczy, dały mi świetną zabawę na granicy futurystycznego Thiefa i masy gier o tajnych agentach.

 Fani taktycznych strzelani też nie powinni narzekać. Flankowanie, zastawianie pułapek i wiele innych smaczków, sprawia, że przy każdym starciu trzeba myśleć. Nie da się tu lecieć na pałę (a już napewno nie na moim, ulubionym poziomi „realistycznym”).

 Każdy kto lubi teorie spiskowe i gry, które coś sobą niosą, oraz przy których trzeba ruszyć łepetyną, powinien sięgnąć po ten nieszablonowy tytuł.

 W kontynuację, czyli „DX: Invisible War” nie grałem, ale ponoć więcaj w niej akcji, mniej fabuły. Niemniej powielam w tym momencie tylko obiegową opinię. Kiedyś, pewnie zagram.

 Natomiast wielkimi krokami zbliża się prequel „Deus exa”. W związku z czym postanowiłem odświerzyć sobie pierwszą część. Fabułkę pamiętam nieźle (w końcu nie tak dawno przechodziłem), więc sięgnąłem po moda. Modów do „deus” jest całkiem sporo, ja wybrałem „Zodiaca”. Narazie jestm po pierwszej misji. Zasadniczo w „Zodiacu” wcielamy się w brata głównego bohatera jedynki, Paula Dentona. Ma on za zadanie wykraść z tajnej bazy pod siedzibą CIA, dokument zwany dumnie „Biblią”. Jak na razie całkiem, całkiem, ale nie wciągnęło mnie jak oryginał.

 Już za miesiąc ukazać ma się „Deus ex: Human Revolution”, rozgrywający się przed jedynką. Zapowiada się świetnie, ale zobaczymy jak wyjdzie. Z filmików wynika niejakie uproszczenie samej rozgrywki. Akcja będzie miała miejsce w czasach, w których augi dopiero wchodzą i niewszystkim się to podoba. Aż nie mogę się doczekać tych intryg i układów, które tym będą kierowały.

 Wszystkich, którzy chą wiedzieć więcej, zachęcam do odwiedzenia polskiej strony DX. www.deusex.pl

Pozdrawiam i miłych cyber-snów 😛

Published in: on Lipiec 26, 2011 at 9:37 pm  Dodaj komentarz  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://cobytujeszcze.wordpress.com/2011/07/26/bog-z/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: