Avangarda Szpiegów

 Konwent. Spotkanie freaków wszelkiej maści. Prelekcje, warsztaty, sesje RPG, LARPy, planszówki, co kto lubi. No po prostu nie mogło mnie zabraknąć na największym (i przy tym jednym z nielicznych) z warszawskich konwentów. Tegoroczna edycja była siódmą z kolei, więc aż prosiła się by jej tematem przewodnim był agent 007 i wiele spraw związanych z jego branżą.

 Tegoroczny konwent odbywał się w jednym z budynków kampusu SGGW, w przeciwieństwie do poprzednich edycji, które miały miejsce w zespole szkół, bliżej centrum. W konwentowych kuluarach mówiło się, iż ta decyzja była chybiona i może coś w tym jest. Dojazd na SGGW, nawet dla mnie, jako człowieka mieszkającego w stolicy od urodzenia, do prostych nie należał. Ale tragedii nie było. Jazda dwoma autobusami, to żadne wyzwanie, gorzej z korkami…

 Po przyjeździe okazało się, że nawet z mapą trafienie do właściwego budynku nie jest takie oczywiste. Z grupką, do której się podpiąłem (niestety z moją pamięcią do imion najlepiej nie jest, niemniej pozdrawiam ludzi, którzy drogi postanowili szukać razem z pryszczatym, długowłosym nastolatkiem) dotarcie na akredytacje zajęło nam sporo czasu. Nosz kto wpadł na pomysł, by przed wejściem stawiać dużych rozmiarów pomnik, który skutecznie odciąga uwagę 😛 Akredytacja przebiegała sprawnie, ale chyba ludności przybyło mniej, niż zakładano. Noclegi były odpłatnie w domach studenckich, co nie wszystkim odpowiadało. Opcja darmowego spanka była, ale w LO im.Kołłątaja, które jest dobrą godzine drogi od SGGW i to jak ma się jako takie ogarnięcie w warszawskiej komunikacji. Doświadczyłem na własnej skórze, gdyż mieszkam niedaleko rzeczonego liceum (nota bene tam odbywa się zimowa zjAva, a tak już zupełnie bajdałej to się w nim uczę :P).

 Budynek, w którym odbyła się Avangarda był naprawde duży. W związku z tym przebywanie drogi z przelekcji na przelekcję wiązało się z niekiedy szybkim sprintem po piętrach i frustrującym błądzeniem w poszukiwaniu sali, ale to już kwestja mojego obycia z mapą (a raczej jego braku).

 Tak się złożyło, że byłem obecny tylko przez dwa dni, ale za to te najlepsze. Piątek zacząłem prelekcją o promieniowaniu i jego zastosowaniu w wywiadzie. Wiadomo: łączność, radary i inne tego typu, ale aktywowanie związków chemicznych rozpylonych w powietrzu, za pomocą promieniowania? Niby faktycznie, ale jakoś na to do tej pory nie wpadłem. Prelekcja była zasadniczo prowadzona pod kątem wykorzystania tego wszystkiego na sesjach RPG, ale nawet z perspektywy kogoś, kto w rolpleje grał ostatnio tylko na komputerze (chyba muszę znaleźć sobie drużyne) pogadanka wypełniona była masą ciekawostek, których miło było posłuchać. Momentami czułem się niemal jak w szkole, ale prelekcja przypadła mi bardzo do gustu. Grunt to dobre prowadzenie, a ludzie z Lans Macabre znają się na robocie.

 Teraz miałem dowiedzieć się tego i owego o masonach, ale chyba dopadli prelegenta, gdyż wykład się nie odbył. Miałem więc godzinke na rozglądniecie się. Oczywiście nie obyło się bez zakupów. Odebrałem zamówioną wcześniej książke, a przy okazji wziąłem sobie film „Świąteczne Zło”. O nim w grudniu 🙂 Nie mogłem sobie odmówić również avangardowej koszulki. Ogólnie prezentuje się lepiej, niż ta zeszłoroczna.

 Po zakupach i przejżeniu planszówkowych nowości udałem się na literacką pogadanke o tajemnicy dobrego przekazu w sztuce pisanej. Prowadził ją Marcin Przybyłek, który zrobił na mnie tak pozytywne wrażeni, że jego „Gamedecka” postanowiłem kupić jeszcze na Avangardzie. Tajemnicy nie będę tu zdradzał. Ogólna konkluzja jest prosta: nie nudzić.

 Zanim przyszedłem posłuchać o klubie Bilderberg, wiedziałem o nim bardzo niewiele, a jak się okazało już sama osoba polskiego założyciela jest nader intrygująca. Zachęcam wszystkich do poczytania o Józefie Retingerze, bo chyba jest bardziej fascynujący od grupy dyskusyjnej, która po raz pierwszy zebrała się lata temu w hotelu de Bilderberg.

 Potem posłuchałem o satelitach, ale jako że mój ojciec ma małego hyzia na punkcie kosmosu i latania, większość stwierdzeń, które tam padły, była mi już znajoma.

 Kiedyś grałem niemal tylko i wyłącznie w Neuroshime. Dziś, z różnych przyczyn, nie grywam w RPG (ale może jakoś się zawezmę i wrócę do tej, swoją drogą naprawde fajnej, formy spędzania czasu), ale z sentymentu postanowiłem odwiedzić sale Portalu. O dodatku pt. „Prawo i Sprawiedliwość” słyszałem już co nieco na zjAvie, ale tu już był gotowy produkt, więc polazłem zobaczyć jak to wyszło. Powrócono do formy krótszych dodatków. Mamy 50 stron, z czego dwie ostatnie zajmuje reklama innych dodatków do NS (fajnie poopisywanych, ale wolałbym jednak te dwie strony więcej tekstu). Jednak za 16 złotych to całkiem nieźle. Dodatek jest fajny, sporo informacji dla MG. Rzadko kiedy spotykałem na sesjach BG sędziów, ale po materiałach z dodatku wygląda, że to się zmieni. Pokaz zakończony był konkursem, w którym do wygrania był egzemplarz „Prawa i Sprawiedliwości” z autografem. Był to pierwszy konkurs na konwencie, w którym coś wygrałem. Z jednej strony jestem wniebowzięty. „Dodatek do NS z autografem wooow!!!”. Ale mam wątpliwości, czy ze mną wszystko w pożądku. Konkurs był qupizem z czterema zamkniętymi pytaniami. Problem w tym, że pytania były z gatunku: „Czym zajmuje się 3 departament policji Nowego Jorku?”, albo „ile gambli na znajomych daje cecha sędziego „jeden z nas”?”, a ja znałem odpowiedzi. Nie, to nie były strzały. Mój mózg (i nie chodzi mi tu o prelegenta o ksywce „Muzg”:P) po przeczytaniu możliwych odpowiedzi, po prostu wskazywał poprawną. Tak sobie myślę, że niezły nerdzioch ze mnie.

 Dalej poleciałem na prelekcje o tajnych organizacjach w WoDzie. Było zabawnie. Z resztą, przy okazji teorii spiskowych często się śmieję, a jak to jest łączone z WoDem to już nie ma bata na ataki chichotu. Nie żebym nie umiał na poważnie podchodzić do Świata Mroku, ale…

 Dr. Andrzej Zimniak uraczył publiczność swojego wykładu (dość interaktywnego z resztą) ciekawymi rozważaniami na temat długowieczności. Muszę sięgnąć po jakiś zbiór jego opowiadań.

 Dalej w sali Lans Macabry odbyła się przeniesiona prelekcja o Czarnobylu. Znów masa ciekawostek. Tematem Zony i czarnobylskiego wypadku nie interesowałem się szczególnie intensywnie, więc z przyjemnością posłuchałem w końcu o różnicach w budowie standardowych elektrowni i tej w Czarnobylu, o okolicznościach wypadku i wielu innych sprawach.

 Piątkowe zmagania z Avangardą zakończyłem spotkaniem z wydawnictwem Portal. Zaczęło się bardzo kameralnie, ale z czasem nazłaziło się ludzi. Spotkanie urozmaiciło wiele anegdot, ale i narzekań. Z konkretów dowiedziałem się, iż prace nad dodatkami do NS trwają. Najszybciej ukarze się pewnie NJ, a potem coś o skażeniach i mutantach. W Portalu mają kupe roboty, więc RPO stoi, Monastyr stoi, ale za to ostro idą z karciankami i planszówkami. Essen już niedaleko. Na koniec wspomniano też o dystrybucji internetowej. Podobno sklep rebel.pl ma uruchomić kanał do wirtualnej sprzedaży RPGów itp.

 Przekimałem się u kumpla, który mieszka znacznie bliżej SGGW, niż ja (Dzięki!).

 Rano szybkie śniadanie i w drogę. Sobotni maraton prelekcyjny zacząłem znowu od Lans Macabry. Tym razem bardziej cyberpunkowo, o korporacjach i wykradaniu z nich danych. Tja, drodzy strażnicy, nie ufajcie sprzątaczkom xD

 Potem wylądowałem na prelekcji Marcina Przybyłka o komunikacji w przyszłości. Początek był bardziej o komunikacji niejako w naszym ciele (uwielbiam słuchać ludzi z wykształceniem medycznym 😉 ), następnie o łączności 3D, przesyłaniu zapachu i innych, w sumie, popularnych tendencjach w branży telekomunikacyjnej. A ja tam nadal nie zamierzam założyć fjesbusia.

 O truciznach można gadać naprawde długo. Godzinka starczyła na prezentacje ciekawych trucicieli i ich ulubionych metod.

 Japonia i Chiny mnie szczególnie nie pasjonują, ale posłuchać prelekcji o tamtejszych miastach było warto. Ciekawa i specyficzna kultura. A, że w Tokyo i tego typu miastach toczy się akcja masy cyberpunkowych gier/opowieści, warto mieć jakieś rozeznanie.

 Dalej poszedłem dowiedzieć się czegoś o kłamstwie od autora cyklu „Kłamca”. Była to najbardziej obłożona prelka ze wszystkich na których byłem. Całość okraszona anegdotami i wspomagana dobrym kontaktem publiczności z prelegentem. Niby nic odkrywczego, ale nie mogę żałować, że tam byłem. A jeśli uznać teorie, że „śmiech to zdrowie”, to lepszego sposobu na spędzenie godziny być nie mogło.

 Kolejne dwie godzinki spędziłem na oglądaniu i analizowaniu reklam. Spodziewałem się bardziej wykładu w duchu „reklamy wami sterują, bądźcie czujni!!!!”, ale odpowiadanie sobie na pytania typu: co dana reklama nam przekazuje o marce/produkcie, albo do kogo jest skierowana, też było fajną zabawą.

 Na kolejnej prelekcji posłuchałem o broni bilogicznej. Temat ciekawy i pewno jeszcze coś o nim doczytam w najbliższym czasie, bo godzina starczyła tylko na naszkicowanie problemu.

 Na tym musiałem zakończyć swój pobyt na Avangardzie. I już nie mogę doczekać się kolejnej edycji.

Wszystkich, nie tylko fantastów i RPGowców, zachęcam do pojawiania się na konach, gdyż tam po prostu można spotkać inteligentynych ludzi i usłyszeć wiele intrygujących rzeczy.

Pozdrawiam

Published in: on Lipiec 24, 2011 at 3:27 pm  Dodaj komentarz  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://cobytujeszcze.wordpress.com/2011/07/24/80/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: