Międzystanowa jazda!

 Film „Interstate 60” jest kolejną ofiarą naszych tłumaczy. Polski tytuł „Ale jazda!”, w moim odczuciu, słabo sprawdza się jako chwyt marketingowy, kojarzy się z kiepską komedią piłkarsko-erotyczną, lub skrzyżowaniem kina drogi z amatorskim pornosem. Najlepiej obejrzeć ten film w oryginale, gdyż w ten sposób można wychwycić wiele smaczków, których nie da nam polskie tłumaczenie. No i oczywiście tytuł będzie mniej siarowy 😛

 Co do samego filmu: jest on niesamowity! Rozkręca się dość długo, ale potem jest już tylko lepiej. Postać głównego bohatera jest naszkicowywana w taki sposób, że widz łatwo się z nim utożsamia. Młody chłopak (Neal, grany przez Jamesa Marsdena) stoi przed wyborem ścierzki, którą będzie prawdopodobnie kroczył przez dalsze swe życie. Z góry (czyli od rodziców) płyną naciski, by robił karierę jako prawnik. Neal wolałby jednak zostać malarzem. Zapewne wielu młodych ludzi przerabiało podobne sytuacje.

 W dniu swoich urodzin ma jedno, proste, ale jakże filozoficzne, życzenie: chce poznać odpowiedzi! W sumie kto by nie chciał? Wiedza to jedna z tych rzeczy, które mają wpływ na to kim człowiek może się stać. Ona rzutuje na nasze postępowanie i na podejmowane przez nas decyzje. Jednak niewielu ludzi ma możność poznania odpowiedzi od tak, w jednej chwili, tuż po zadaniu pytania… dowolnego pytania. Jednak życzenie naszego bohatera zostaje usłyszane i podchwycone przez pewnego tajemniczego osobnika, granego przez Garego Oldmana, O. W. Granta (nota bene jego imie jest jednym ze wspomnianych wcześniej anglojęzycznych smaczków). Postanawia on wspomóc Neala w jego fascynującej podróży na oparach absurdu.

 Film jest reżyserskim debiutem Boba Galea, znanego z serii „Pwrót do przyszłości”. Facet, który pomagał pisać scenariusz do tak znamienitego dzieła, nie mógł zrobić kiepskiego filmu. „Interstate 60” obfituje również w nawiązania do tych filmów.

 Obraz jest naładowany niezwykle pozytywną energią. Niektórym może wydać się nudny, może przegadany. Faktycznie niewiele w nim akcji, ma oniryczny klimat, ale właśnie dzięki temu ma taki… filozoficzny feeling. Ja oglądałem go z przyjemnością. Do tego zostawia on jakiś ślad, zmusza do refleksji, w przeciwieństwie do większości wszechogarniającej ciamciaramci 😛 W każdym razie polecam. Przynajmniej można wyrobić sobie wtedy zdanie.

 Pozdrawiam i miłego oglądania!

Published in: on Lipiec 13, 2011 at 6:00 pm  Dodaj komentarz  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://cobytujeszcze.wordpress.com/2011/07/13/miedzystanowa-jazda/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: