Ależ Benjaminie…!

Notka przedwyjazdowa, więc jest przepięknie chaotyczna 🙂 Mam jednak nadzieję, że da radę się przeczytać. Jeśli mi się uda, to jutro też się coś pojawi. Ale do rzeczy:

 Zwykle niespecjalnie przepadam za filmami, w których główny bohater popada w kabałę i to stanowi główną oś fabuły. Jednak „Absolwent” z 1967 jest filmem nadwyraz udanym.

 Młody Benjamin właśnie zakończył swoje zmagania z collegem i wrócił do domu, a starzy z tej okazji urządzili mu przyjęcie, na które zaprosili… swoich znajomych. No lepszego prezentu nie mogli mu sprawić. A nie, jednak mogli. Kupili mu skafander do nurkowania, który jakoś na nim wrażnia nie zrobił.

 Z przyjęcia odwiózł pewną kobiete do jej domu. I tak jakoś wyszło, że, z początku nieśmiało, nawiązuje z nią romansem.

 Potem akcja nabiera jeszcze większych rumieńców, przeradzając się w istne szaleństwo. Końcówka to prawdziwa jazda na krawędzi. Każdy, kto film pamięta, powinien uśmiechnąć się już na samo wspomnienie o alternatywnym zastosowaniu krzyża 🙂

 Oczywiście główny bohater nie wie co ze sobą, przeżywa jakiś tam kryzys, martwi się o swoją przyszłość i tak dalej, więc może dla tego film klasyfikowany jest jako dramat obyczajowy, ale ja jakoś powagi przy nim nie mogłem zachować. Obraz kipi nieszablonowym humorem, który może nie odpowiadać każdemu, ale w moje gusta trafia. Fakt faktem, nie są one może zbyt wysublimowane, ale moje, prywatne, więc co tam 😛

 Gra aktorska też jest niezła, ujęcia ciekawe, a muzyka, to majstersztyk. Nie bez powodu film zdobył Oscara, za reżyserię, kilka Złotych Globów, oraz wiele nominacji. Hoffman odgrywa postać Benjamina z gracją i polotem. Pozostali aktorzy odwalają również dobrą robote. Kamera pracuje czasem niekonwencjonalnie, ale nie pozostawia to wrażenia nieładu, czy przekombinowania. Muzyka Simona i Garfunkela jest świetna, a utwór „Mrs Robinson” często słychać w radiu.

 Film wart jest obejrzenia z kilku powodów. Chodźby z tego, że to klasyk, ale też dla tego, iż jest on dość zabawny i przyjemny w odbiorze. Pokazuje on również lata sześćdziesiąte, nie oczami hipisów, a w miarę normalnych (lol, teoretycznie między Panią Robinson, a Benjaminem jest co najmniej 20lat różnicy) ludzi.

 To by było tyle na dziś.

Published in: on Czerwiec 23, 2011 at 9:15 pm  Dodaj komentarz  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://cobytujeszcze.wordpress.com/2011/06/23/alez-benjaminie/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: