Przygody Jacka Haviga

Ostatnio zorientowałem się, że może i czytam dużo, ale za mało w tym klasyki. Nie, nie chodzi mi o Dantego („Boską Komedię” doczytałem do połowy i to mi starczy), czy Kafkę (z jego przydługim „Procesem”), ani nawet o Mickiewicza, którego lubię. Bardziej ubolewam nad tym, że nie znam klasycznych utworów moich ulubionych gatunków, czyli fantasy i science-fiction.

 Z Tolkiena znam tylko „Hobbita”, bo mam wrażenie, że to co widziałem w kinie ma niewiele z czaru jego trylogii. O Lema się ledwo otarłem („Bajki Robotów”), Philipa K. Dicka czytałem „Do Androids Dream of Electric Sheep?” i to tyle, a o innych, jeszcze klasyczniejszych pisarzach, tylko słyszałem. Nawet „Wiedźmina” przeczytałem zaledwie dwa pierwsze tomy. Dla tego, kiedy znalazłem kilka wolnych chwil, postanowiłem przeczytać sobie „Stanie się Czas” P. Andersona z 1973 roku. Książeczka niewielka. Mała na tyle, że dołączyli ją do „Nowej Fantastyki”, jako bonus.

 Poul Anderson był wielokrotnie nagradzanym, amerykańskim pisarzem, który wydał na świat ogromne ilości powieści i zbiorów opowiadań. Widać, że zacny człowiek, cieszący się estymą w środowisku, a więc jego książka jak najbardziej nadaje się dla kogoś, kto chce nadrobić braki w klasyce sci-fi. Przynajmniej w teorii.

 Książka zaczyna się bardzo przyjemnie. W przedmowie autor informuje nas, iż nie będzie nikogo robił w konia wmawiając, że książka mówi prawdę. Miło z jego strony 😛 Losy bohatera śledzimy już od jego narodzin, mimo iż narracja prowadzona jest z perspektywy osoby nawet z nim nie spokrewnionej. Lekarz, który przyjął na świat Haviga, staje się powiernikiem jego tajemnic. Okazało się bowiem, że Jack Havig ma zdolności do podróżowania w czasie. Jakoś ten temat do mnie nie przemawia. Bardziej trafiają do mnie teorie mówiące, iż nie jest to możliwe 🙂

 Ogólnie powieść jest nieźle napisana. Warsztatowo Anderson wyrabia się bardzo dobrze; nie nurzy, przeplatając dłuższe opisy, akcją. Książka jest jednak dość skromnych rozmiarów, a autor chyba chciał upchnąć w niej zbyt wiele, co sprawiło, że niektóre wątki zostały potraktowane nieco po łebkach. Niekiedy daje to wrażenie zbytniego chaosu. Czasem aż trudno zrozumieć o co chodzi. Oczywiście nie miałem nawet zamiaru, ani ambicji odczytać wszystkich przesłań i niuansów, które ten człowiek, z wykrztałcenia fizyk, chciał odbiorcom przekazać. Aż takiego łaba na karku to nie mam, ale wydaje mi się, że nawet przeciętnemu czytelnikowi książka da się zrozumieć w mniejszym, lub większym stopniu.

 Na pewno Poul Anderson napisał wiele lepszych opowiadań, ale „Stanie się Czas” jest przyjemnym czytadełkiem, nadającym się idealnie do zabrania w podróż, lub do poduszki. Można poczytać, ale klasykiem literatury bym tej powieści nie nazwał.

 Dobra, to tyle. Jutro notka około-biograficzna 🙂 Będzie zabawnie.

Pozdrawiam!

Published in: on Czerwiec 21, 2011 at 5:13 pm  Dodaj komentarz  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://cobytujeszcze.wordpress.com/2011/06/21/49/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: