Film nie-dla-frajerów

 Nie ma to jak film, który ogląda się po raz któryśtam, a mimo to jest dobry. Fabuła mimo, iż znana, nie nudzi. W moim przypadku, takie filmy, to często komedie. Dziwne, bo przecierz gag sytuacyjny, widziany kolejnny już raz, nie powinien zaskakiwać, a przez co i śmieszyć. Jednak nie zawsze tak jest.

 Film „Zemsta Frajerów” toważyszy mi od kąd pamiętam. No, to teraz już wiadomo, dlaczego jestem taki nienormalny 😛 Tłumaczenie tytułu jest niefajne, ale jak inaczej przełożyć słówko „nerd” na nasz język? Fakt faktem film jest trochę hermetyczny, więc chyba nikt by się nie obraził za „Zemstę Nerdów”, ale niech będą i frajerzy.

 Lata osiemdziesiąte, o których opowiada film, to czas ekspansji komputerów i ludzi, którzy je rozumieli. Nic dziwnego, że wtedy powstało też wiele filmów ukazujących informatyków jako właśnie frajerów. W dzisiejszych czasach słowo „nerd” zmieniło nieco swoje naczenie, ale nadal mówi się tak o osobach słabo przystosowanych do społeczeństwa, mających trudności w kontaktowaniu się z innymi… no, krótko mówiąc o takich jak ja. Może jeszcze nie, ale jestem blisko 🙂

 Film zaczyna się dość dziwną, jak dla mnie sceną, w której syn rozmawia ze swoją matką, ale robi to w taki sposób, że skojarzenia z kompleksem edypa, nasunęły mi się same. Ale może to tylko ja jestem dziwny…

 Widz bombardowany jest skretyniałym humorem już od drugiej minuty filmu. Ja w sumie nie mam nic przeciwko temu, a nawet mi to pasuje. Czasem żarty są naprawdę nieśmieszne, ale ogólnie trafiają w mój gust (to, że jestem dziwny, chyba już ustaliliśmy? Nie :P?).

 Mocną stroną filmu jest muzyka. Kawałki nie osiągają jakichś szczytów wysublimowania, ale są po prostu w klimacie tamtych dni. Utwór w pierwszych minutach filmu, gdy główni bohaterowie jadą do college’u jest nader sympatyczny, a kawałki grane na imprezach AlfaBeta kojarzą mi się z Def Leppard. „Finałowa piosenka”, grana przez bohaterów poprzebieranych za postacie z popkultury (mam nadzieję, że każdy, kto widział ten film, rozpoznał Kraftwerk, Jacksona, Presleya itp?), jest też niczego sobie.

 Znakiem rozpoznawczym całej serii jest debilny śmiech, który chyba, powoli wchodzi mi w krew 🙂

 Postacie z tego filmu są bardzo archetypiczne. Mamy tu typowych nerdów jak Lewis i Gilbert, flejtuchów – Glut, mięśniaków, takich jak Ogre… nawet homoseksualiści się załapali.

 Tak, żeby nie spoilować, powiem tyle, że dość dziwne jest zakładanie przez głównie białych, bractwa pod auspicjami Afroamerykanów. Podejrzewam, że w realu by to nie przeszło, głownie ze względu na możliwość osłabienia szeregów, bractwa, które najwyraźniej pełniło rolę „Czarnych Panter” w collegach. Z resztą, sam mistrzu LambdaLambdaLambda okazywał niechęć frajerom. Ale to nie dla tego, że są biali, lecz z powodu tego, że są frajerami 😛

 Każdy, kto nie widział tego filmu, powinien go zobaczyć. Ja oglądnąłem go dziś po raz dziesiąty i nie żałuję 🙂

 Życzę miłego oglądania i pozdrawiam!

Published in: on Czerwiec 12, 2011 at 7:00 pm  Dodaj komentarz  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://cobytujeszcze.wordpress.com/2011/06/12/film-nie-dla-frajerow/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: