„Ja, inkwizytor”

 Moje spotkanie z twórczością Jacka Piekary było dość… przypadkowe. Wszystko zaczęło się od tego, że w jednym z centrów handlowych, które znajdują się niedaleko mnie, była jakś nocna wyprzedarz, czy coś takiego. Umyśliłem więc sobie, że sprawdzę, czy nie ma czegoś ciekawego w empiku. Krążyłem sobie po regałach i przystanąłem przed fantastyką polską (jak to u mnie często bywa). Musiałem tam chyba długo stać, bo w końcu jakiś facet do mnie podszedł i zapytał w czym może pomóc. Chwilę żeśmy sobie pogadali i tak jakoś się złożyło, że wyszedłem ze „Sługą Bożym” w łapkach. Okazało się, że to jeden z tomów, dość sporej sagi opowiadającej o przygodach inkwizytora, który nader często pełni też funkcje detektywa. Oczywiście w dzisiejszych czasach, żeby zdobyć pieniądze, potrzebne jest zrobienie szumu w okół książki. W tym przypadku ów szum został wywołany przez osadzenie akcji w świecie alternatywnym, w którym Jezus nie bawił się w przebaczanie, zlazł z krzyża i spuścił łupnia swoim prześladowcom.

 Często słyszany jest zarzut, że książki Piekary są antyklerykalne. Czy ja wiem? Fakt, autor marga tu i ówdzie na księży i to co czasem wyprawiają, ale właściwie zawsze dodaje, że nawet w tej profesji są chlubne wyjątki. Wiadomo, zdarzają się księża dobrzy i mniej dobrzy. Media rozdmuchują to co złe, bo z tego mają zarobek i w związku z tym, normalny człowiek, częściej słyszy o grzechach kleru, niż o jego pozytywnym oddziaływaniu. Nie znam zbyt wielu księży, ale wśród tych, z którymi miałem kontakt, są ludzie, o których właściwie złego słowa powiedzieć nie mogę, jak i wielu innych, o których lepiej nic nie będę mówił 🙂 Moim zdaniem nie ma po co bulwersować się przekręconą historią świata u tego autora. Rozpatrując ją z pozycji praktykującego Katolika (nie przeczę, młodego i głupiego) nie dostrzegam w niej niczego świętokradczego. Wytwory ludzkiej fantazji, dopóki ktoś nie próbuje ich przedstawiać jako prawdy, mogą być dowolnie powykręcane.

 Po przeczytaniu „Sługi” i „Młotu na czarownice” sięgnąłem po „Ja, inkwizytora” i właśnie dziś zebrałem się by napisać coś o tym inside-cyklu.

 Do tej pory ukazały się dwa tomy: „Ja, inkwizytor: Wieże do nieba” i „Ja, inkwizytor: Dotyk zła”. Na dniach powinniśmy ujżeć tom trzeci zatytułowany: „Bicz boży”, który tym razem nie będzie ani zbiorem opowiadanek (jak w przypadku cyklu właściwego), ani dwiema mini-powieściami w jednej (jak to miało miejsce w dwuch pierwszych „Ja, inkwizytorach”), ale będzie to pełnoprawna powieść.

 Niby wszystko, co ma w tytule „Ja, inkwizytor” jest prequelem cyklu inkwizytorskiego. Jednak to „Płomień i Krzyż” jest prequelem z prawdziwego zdarzenia, opowiada bowiem o początkach Mordimera (głównego bohatera) nim jeszcze został inkwizytorem.

 „Wieże do nieba” nie zrobiły na mnie najlepszego wrażenia. Pierwsze opowiadanie, czyli „Dziewczyny Rzeźnika”, jest po prostu przydługie. Wiele jest tam niepotrzebnych zwolnień akcji, co sprawia, że całość się strasznie dłuży. Jak nigdy u Piekary. Zakończenie też jest, jak na mój gust, takie sobie. No, ale cóż, każdemu takie porno, jakie lubi 😛

 Opowiadanie tytułowe wypada lepiej. Jest bardziej intrygujące, akcja toczy się wartko, śledztwo zagmatwane jest na takim poziomie, na jakim być powinno. No i jeszcze niektórych mogą cieszyć sceny łóżkowe i wspomnienia o „Trzynastu nocach Sułtana Alifa”. Na kimś, kto miał kontakt z chociażby Sapkowskim, czy Arsan, nie wywrą specjalnego wrażenia, niemniej nie są wulgarne, więc jako taki smaczek mogą być.

 Pierwszy tom „Ja, inkwizytora”, można przeczytać (jeśli nic lepszego niema pod ręką), ale stanowi on lekturę głównie dla zatwardziałych fanów.

 „Dotyk zła” stoi, w mojej ocenie, co najmniej, o klasę wyżej. Opowiadanie tytułowe ma wszystko, czego mógłbym chcieć. Fabuła wciąga właściwie od razu. Zaczyna się oryginalnie, od nietypowego zabójstwa, a akcja zaraz rusza z kopyta. No i jeszcze wątek anty-aborcyjny, który nie wygląda bynajmniej jak zagranie pod katolicką krytykę. Także jest i do śmiechu i do refleksji. Takie właśnie powinny być opowiadania. Bawiąc winny uczyć. Według mnie taka jest misja literatury.

 „Mleko i miód” (drugie opowiadanko z tomu) to już trochę inna kategoria. Dodane chyba po to, by przyciągnąć młodych gimnazjalistów i dzieciaczki z podstawówki. Cały klimat jest troszkę zbyt przesycony łóżkowymi perypetiami. Po za nimi, mamy dość zgrabną fabułę, ale trochę ten erotyczny klimacik za bardzo nachalny, pozbawiony „tego czegoś”, tej nutki subtelności. Niemniej całkiem fajnie się czytało, zwłaszcza końcówkę. Właściwie to akcja robi się ciekawsza w momęcie, kiedy Mordimer opuszcza swoją kochankę i wszystko układa się nie do końca po jego myśli.

 Także „Ja, inkwizytor: Dotyk zła” to już nie tylko książka dla fanów Świętego Officjum, ale właściwie dla wszystkich, którzy lubią fantastykę.

 Mam nadzieję, że zbliżający się „Bicz boży” będzie kontynuował styl właśnie tej drugiej książki.

Pozdrawiam i zachęcam do czytania polskich autorów. Warto!

Published in: on Czerwiec 6, 2011 at 3:07 pm  Dodaj komentarz  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://cobytujeszcze.wordpress.com/2011/06/06/ja-inkwizytor/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: